To oczywiste, że jako rodzice, chcemy da naszych dzieci jak najlepiej. Dbamy o to, żeby były najedzone, wygłaskane, żeby zimą ciepło się ubrały, a latem nosiły czapkę, która ochroni je przed słońcem. To oczywiste, że jako ludzie dorośli nabyliśmy już przez lata spore doświadczenie i chcemy wykorzystać je więc, chroniąc nasze maluchy. Wiemy już przecież, co się stanie, gdy dotkniemy gorącego kaloryfera gołą ręką, wiemy też, że używając nożyczek nie trudno o skaleczenie. Wiemy też co się stanie, gdy będziemy szybko biec, nie patrząc pod nogi… Kierowanie jednak w kierunku dziecka w ilości ogromnej słów „uważaj, bo…” jest tylko złudnym dbaniem o jego bezpieczeństwo, podcinającym jednocześnie skrzydła samodzielności i wiary w swoje możliwości.

Co się kryje pod „uważaj”?

„Uważaj”, to często nawykowe schematy reagowania, którymi podążamy. To często takie nasze rodzicielskie małe usprawiedliwienie, że przecież zawczasu ostrzegliśmy przed niepowodzeniem. I byłoby fantastycznie, gdyby „UWAŻAJ” rzeczywiście mogło uchronić malucha przed wszystkim co nieprzyjemne i gdybyśmy krzycząc na placu zabaw do biegnącego z drugiej strony dziecka mogli tym „UWAŻAJ” tak zaczarować rzeczywistość, żeby się ono nie przewróciło. Daję jednak 8/10, że krzycząc UWAŻAJ, nasze dziecko wytrącone z ogromnego skupienia właśnie wtedy się przewróci 🙂

Powiedzmy sobie to szczerze – w takim działaniu nie ma przecież naszej złej woli. Jest tu lęk i strach o bezpieczeństwo naszego dziecka. A to czuje przecież każdy rodzic. 24h. Nadopiekuńczość i przenoszony na dziecko lęk utrudnia jednak rozwinięcie u niego takich cech jak ciekawość, samodzielność, wiara we własne możliwości, chęć eksplorowania, decyzyjność, pewność siebie, otwartość i chęć rozwoju, a powoduje, że dziecko staje się lękliwe i niepewne.

Nauka przez doświadczenie

Nasze dzieci uczą się postrzegania świata od nas. To my jesteśmy jego przewodnikiem, często drogowskazem i wzorem do naśladowania. Jeżeli mama ostrzega co chwilę o niebezpieczeństwie, dziecko może odnieść wrażenie, że jego przestrzeń jest rzeczywiście szalenie niebezpieczna, że trzeba się jej bać, a samodzielne próby jej eksplorowania przyniosą z góry założone fatalne skutki. „Ten plac zabaw to musi być rzeczywiście strasznie niebezpieczne miejsce, lepiej nie będę próbował bawić się tak, jak inne dzieci, bo nawet mama boi się tej wysokiej huśtawki”.

Dzieci uczą się przez doświadczanie. A doświadczenie, to ćwiczenie, które uczy konsekwencji podjętych działań. Towarzyszenie dzieciom podczas doświadczania nowości i dmuchanie im w skrzydła, jednocześnie zapewniając bezpieczeństwo, to klucz do sukcesu. Zamiast zabierać trzylatkowi nożyczki z ręki mówiąc „uważaj, bo się skaleczysz”, warto na swoim przykładzie pokazać, jak bezpiecznie wycinać i towarzyszyć mu w tej próbie, zapewniając jednocześnie, że wierzymy w to, że sobie z tą nowością poradzi!

”w takim działaniu nie ma przecież naszej złej woli. Jest tu lęk i strach o bezpieczeństwo naszego dziecka. Nadopiekuńczość i przenoszony na dziecko lęk utrudnia jednak rozwinięcie u niego wielu istotnych cech, jak ciekawość, samodzielność i wiara we własne możliwości”

Dmuchamy w żagle, dbając o bezpieczeństwo

Nie zrozumcie mnie źle – nasza reakcja na niebezpieczeństwo musi być, gdy bez dwóch zdań sytuacja tego wymaga. Nikt o zdrowych zmysłach nie pozwoli przecież wbiec dziecku bez zatrzymania na środek ulicy. Mówimy tu jednak o codziennych „uważajkach”, czyli miliardach sytuacjach, które powtarzają się w każdym domu: „uważaj, bo rozlejesz”, „uważaj, bo spadniesz”, „uważaj, bo się przewrócisz”, „uważaj, bo się skaleczysz”, „nie dasz rady tego zrobić”, „jesteś na to za mały”. Często ostrzegamy, nie wiedząc jeszcze, co tak naprawdę dziecko chce zrobić, jaki ma plan i zamiar. Często chcemy wiedzieć lepiej, co nasze dziecko da radę, a czego nie da rady zrobić i co jest w zasięgu jego możliwości. A tu, jak wszyscy dobrze wiemy, dziecko potrafi mocno pozytywnie rodziców zaskoczyć 🙂

Doskonale rozumiem, że widząc wspinające się dziecko na wysokie drabinki automatycznie wyświetlamy sobie w głowie film akcji – rozciętą głowę, tryskającą krew i wizytę na SORze. Jak więc reagować, żeby nie podcinać dziecku skrzydeł, tylko dmuchnąć w nie rodzicielską akceptacją i wiarą w jego możliwości? Okazując nasze wsparcie i jednocześnie podkreślając, że nie zawsze wszystko musi się udawać? Że liczy się też sama chęć podjęcia próby, niezależnie od jej efektu, a my i tak będziemy trwać obok i towarzyszyć?

Co więc powiedzieć, zamiast „UWAŻAJ, BO”?

  • „Chcesz, abym pokazała ci najpierw, jak wlać tę wodę do kubka?”
  • ”Czy potrzebujesz mojej pomocy?”
  • ”Czy czujesz się bezpiecznie na tym szczeblu drabinki?”
  • ”Jestem obok. Cały czas cię widzę”
  • ”Czy chciałbyś, abym pomogła ci się tam wspiąć, czy spróbujesz samodzielnie?”
  • ”Wierzę w ciebie!”
  • ”Widzę, że bardzo chcesz wspiąć się tam wysoko. Jestem obok, sam podejmiesz decyzję, czy będziesz czuł się tam bezpiecznie”
  • ”Ważne, że próbowałeś!”
  • ”Każdemu z nas zdarzają się niepowodzenia”

Złoty środek

Zapewnienie tego złotego środka nie raz i nie dwa bywa dla rodzica bardzo trudne i przytulam każdego z Was, bo też często zagryzam wargi do czerwoności, gdy widzę np. mojego czterolatka, który po raz pierwszy dziarskim krokiem próbuje zjechać z wysokiej tyrolki. Często odzywają się w nas utarte schematy, którymi podążamy lub wręcz gotowe, jak presety w głowie, zdania, które zupełnie nie wspierają. Warto pochylić się nad tym i uświadomić sobie, że dzieci są na prawdę bystre i bardzo szybko potrafią wyciągnąć konsekwencje, intensywnie ucząc się przez doświadczenie. Tylko samo dowie się, że niosąc szklankę z wodą trzeba być maksymalnie na niej skupionym. Tylko wtedy, gdy nie będzie chciało założyć rękawiczek na mrozie dowie się, że to wcale nie taka przyjemna sprawa, bo ręce marzną. Naszym zapewnieniem bezpieczeństwa będzie wtedy wyjęcie schowanych rękawiczek i zaproponowanie założenia ich jednak na ręce 🙂 Naszą rolą jest zapewnienie bezpieczeństwa, dając jednocześnie przestrzeń na poznawanie świata. Będąc krok za dzieckiem i będąc obok. Nie o krok przed.