Jaka była Twoja pierwsza myśl po przeczytaniu tytułu? Przybiłaś mi mentalną piątkę, czy wręcz odwrotnie, pomyślałaś sobie „co ona tu pitoli!?” Niezależnie od odpowiedzi, zapraszam Cię do przeczytania tego krótkiego artykułu, do napisania którego zainspirowała mnie wymiana wiadomości z moimi wspaniałymi obserwatorkami.

Co to jest „pomoc’?

Sięgnęłam do słownika, aby poznać definicję tego słowa. Oto, co znalazłam. „Pomagać – ułatwiać komuś jakąś czynność, poprzez branie udziału w niej”. Mamy zatem dwie osoby – jedna z nich, to ta potrzebująca pomocy, a druga ową pomoc oferująca. I wszystko to pięknie brzmi, jeżeli w grę wchodzi pomoc przy wyprowadzeniu psa sąsiadce, zrobieniu zakupów znajomym lub wpłaceniu pieniędzy na zbiórkę społeczną. Ale mój wewnętrzny zgrzyt pojawia się, gdy w grę wchodzi „pomoc w domu” jednego z partnerów.

„Wszystko brzmi pięknie, jeżeli w grę wchodzi pomoc przy wyprowadzeniu psa sąsiadce lub wpłaceniu pieniędzy na zbiórkę charytatywną. Zgrzyt pojawia się, gdy w grę wchodzi „pomaganie w domu” przez jednego z partnerów.”

Nikt w domu nie powinien pomagać

Jestem absolutnie pewna, że w domu nikt nie powinien pomagać w codziennych obowiązkach. Ani mąż żonie, ani żona mężowi. Ten termin wszedł na dobre do naszego życia i rozgościł się bezceremonialnie, robiąc sporo zamieszania, a przecież prowadzenie domu, to partnerstwo. W końcu brudzimy talerze wspólnie, gromadzimy wspólne śmieci, a w kątach gromadzą się kurze, które powstają również ze wspólnego użytkowania. Nijak ma się to więc do „pomagania” którejś ze stron, bo to od razu szereguje nam osoby miarą odpowiedzialności. Dopóki my same nie pozbędziemy się tego sformułowania z naszego codziennego słownika, dopóty będziemy wciąż ofiarami „pomagania”.

„A mąż to nie ma pretensji jak wraca z pracy, że masz bałagan?”

…powiedziała jedna mama do drugiej, a ja byłam świadkiem tej rozmowy. „Mam?” – odpowiedziała pierwsza z nich – „Wydaje mi się, że MAMY bałagan, bo przecież mieszkamy tam wspólnie. A mąż ma dwie ręce i tak samo może sprzątać, jak ja. Dzielimy się codziennymi obowiązkami” – odparła z pewnością. Druga Mama zamilkła, a mnie zrobiło się jej szalenie przykro. W jej oczach widać było, że jest niewolnikiem „Pomagania” i „wymagania” w domu. „Ale mój mąż cały dzień jest w pracy, wraca zmęczony no i jednak chciałby móc odpocząć w czystym mieszkaniu. Rozumiem go”- powiedziała bardzo niepewnie, chcąc bronić swojej sytuacji domowej. „A my pracujemy, wychowując ich dzieci. To też jest praca!” – odparła pierwsza z nich i tu rozmowa się skończyła.

A ja uśmiechnęłam się, bo to właśnie od takich rozmów zaczynają się zmiany.

Niech te zmiany zaczną się więc dziać. Najlepiej w pierwszej kolejności od nas samych <3