Jedni robią nas w bambuko

Media zalewają nas uroczymi dzidziusiami, uśmiechniętymi mamami z opaskami na głowie, które zmieniają zupełnie suchego pampersa w idealnie posprzątanym mieszkaniu. W takim macierzyństwie nie ma zmęczenia, nie ma bałaganu i przypalonego obiadu w garnku, a karmienie piersią, to bułka z masłem. Nie ma też nieprzespanych nocy i konfliktu między partnerami. Wiele Mam po urodzeniu dziecka może poczuć się zwyczajnie zrobionych w bambuko, bo oczywiście macierzyństwo, to piękne, puchate chwile, pełne brokatu i kokardek, ale i też takie w kolorach zielonej kupy. I to dosłownie. Wiele mam może poczuć również dojmującą samotność (kliknij, aby przeczytać o tym więcej), której zupełnie się nie spodziewała.

„Wiele Mam po urodzeniu dziecka może poczuć się zwyczajnie zrobionych w bambuko, bo oczywiście macierzyństwo to piękne, puchate chwile, pełne brokatu i kokardek, ale i też takie w kolorach zielonej kupy. I to dosłownie.”

Drudzy robią presję

W przeciwieństwie do „mamy idealnej” mamy mit „matki poświęcającej się”. Takiej, która dopiero, jak jest zmęczona, zaniedbana, z brakiem czasu dla siebie – jest dobrą mamą. Bo według niektórych osób dopiero wtedy oznacza to, że w całości poświęca się dziecku. Oczywiście mleko modyfikowane nie wchodzi w grę, wizyta u fryzjera skomentowana zostanie zdaniem: „a dzieci SAME z tatą!?”, a o zamówionym obiedzie nawet lepiej nie mówić na głos.

Widzicie obie skrajności? I teraz stańmy po środku nich i znajdźmy złoty środek.

Ale najpierw… – co to oznacza, że mama jest wystarczająco dobra?

Londyński pediatra i psychoanalityk Donald Woods Winnicott, jako pierwszy użył określenia „Wystarczająco Dobra Mama”. Zaczął głośno mówić o tym, że matki nie muszą być idealne, aby dziecko miało sprzyjające warunki i dobrze się rozwijało. Uważał, że już od pierwszych chwil po urodzeniu dziecko chłonie wszystko to, co jest mu dostarczane przez najbliższe otoczenie.

Według niego „wystarczająco dobra” matka, to taka, która potrafi dostosować się do dziecka, jego potrzeb i etapów rozwoju, Taka, która będzie odpowiadać na potrzeby dziecka, nie zapominając jednak o tym, że sama też jest człowiekiem z wachlarzem własnych emocji i potrzeb. Wystarczająco dobra mama to więc taka mama, która dostraja się do potrzeb dziecka i jednocześnie nie narzuca się, gdy dziecko tego nie potrzebuje (np. podczas chwili samodzielnej zabawy, nie zmusza do jedzenia). Dzięki takim adekwatnym reakcjom, dziecko nabiera przekonania, że świat jest bezpiecznym miejscem, w którym jest zrozumiany. Wystarczająco dobra mama, to jednak też taka, która zdaje sobie sprawę ze swoich trudnych emocji i potrafi się nimi zaopiekować (jak np. złość. zniecierpliwienie, lęk).

Winnicott zauważał, że dzieci, których potrzeby były adekwatnie zaspokajane już od pierwszych dni życia, dużo łatwiej odnajdują się w późniejszym życiu, lepiej radzą ze stresem, mają w sobie więcej spokoju.

Druga grupa dzieci, która nie miała empatycznych opiekunów, których potrzeby nie były adekwatnie zaspokajane, będzie napotykała w życiu wiele trudności. Będzie mniej ufna, będzie miała w sobie więcej stresu i smutku.

Złoty środek

Każda Wystarczająco Dobra Mama będzie zupełnie inna, bo potrzeby naszych dzieci są różne, a definicja ją opisująca będzie bardzo indywidualna. Będzie ona jednak na pewno cierpliwa, uważna, obecna, empatyczna, ale też z bagażem własnych doświadczeń i zasobów. Będzie stała po środku – pomiędzy wyidealizowanym macierzyństwem a zatracaniem się w nim, nie zważając na własne potrzeby. Winnicott mówił o tym, że dziecko wychowywane w takim „złotym środku” z jednej strony czuje ogromną empatię i zrozumienie, płynące od mamy, czuje się zauważone, a z drugiej strony poznaje naturalne emocje drugiej osoby. Poznaje granice, uczy się empatii, gdy mama jest chwilowo czymś zajęta lub zmęczona. Stale jednak czuje ciepło, uważność i bliskość ze strony mamy.

„dziecko wychowywane w „złotym środku” z jednej strony czuje ogromną empatię i zrozumienie, a z drugiej poznaje naturalne emocje drugiej osoby”

Bądź „mamą złotego środka”

Możesz zapytać: jak to wszystko pogodzić i się w tym odnaleźć, żeby być „mamą złotego środka”? Moja rada: zluzować gumę w gaciach. Serio. To Ci się może wydawać teraz szalonym sloganem, ale jeżeli my pozbędziemy się oczekiwań wobec samych siebie, będzie nam łatwiej stać się obecnymi mamami dla swoich dzieci. Jeżeli wyrzucimy z głowy, że każdego dnia na obiad musi być dwudaniowe danie, że mieszkanie musi błyszczeć, a czas ekranowy dziecka musi wynosić 0 min., będzie nam łatwiej zadbać o swoje zasoby i potrzeby dziecka. Uczyć się żyć bez (auto)presji. Czasem lepiej zamówić obiad, ale dzięki temu mieć naładowaną baterię do bycia tu i teraz ze swoim dzieckiem. Bo nasze trudne emocje, nasza złość, w większości bierze się właśnie z braku zasobów, z braku naładowanych baterii.

Zapytaj swojego malucha…

… o to, jaka według niego jest Mama. Jaka Ty jesteś w jego oczach 🙂 Dzieci, to najlepsze, najbardziej szczere lustro. Jestem pewna, że to Twój maluch poda Ci najprawdziwszą definicję Mamy Wystarczająco Dobrej. Ja już mam swoją definicję od mojego 3 latka: jestem mamą śmieszną, milutką, mięciutką, robiącą pyszny makaron z ketchupem, świetnie układającą tory i śpiewającą piosenki. A Ty? Jaka Ty jesteś w oczach swojego dziecka = cudowna, wystarczająco dobra mamo? <3

Wtedy, gdy po całym dniu, pełnym trudnych emocji, czasem będziesz płakała w poduszke myśląc „jestem beznadziejną matką”, pomyśl, ze byłaś tego dnia najlepszą mamą, jaką w tym momencie mogłaś być.

fot. Marlena Florczyk